27.2.07

my w raju :] !!!

normalnie w raju jestesmy :]]
zdaje sobie sprawe ze kazde nastepne slowo moze wkurzac( bo w polszy ponoc zimno i nieprzyjemnie), dlatego ostrzegam, ale to tak z dobrego serca, zeby wam choc ciut przyblizyc jak tu piknie. jestesmy juz na samiutkim poludniu i tu jakby kraina odmieniona,. raz ze cieplo, cieplo mocno, znowu paczke z polarami do domu bym zrobila, a poza tym ludzie jakby o 10 kg lzejsi, a i tak hindusi to wolne i szczesliwe istoty. jwkies to powietrze czystrze mniejszy halas bna ulicy , lepiej po angielsku mowia i mniej ludzi proszacych o pieniazki, nawet prawie wcale ich tu.
no ale zaczne od poczatku bo slonia nie przepuszcze:) karmilysmy  z jadzka SLONIA!! nie dalo sie na nich jezdzic, ale za to wlozylam wlasnorecznie sloniowi banana do pyska:] taki milusi zerkal jerdnym okiem na nas i sie przyblizal, tak sie balam,ale pani mnie za reke chyt i wyladowalam z dlonia na rozowiutkim sloniowym jezyku:) w ogole slonie sa swietne, chodza jakby mialy kupe w pieluchach i mimo ze ciezkie, lekkie sa i rozczulaja. wiec potem i jadzka banana mu ciach i sie cieszyl i traba poprawial go sobie i jeszcze chcial ( bo co to 2 banany dla slonia)ale przyszedl pan z kijem do niego i kaze mu isc dalej i nagle slon w bestie sie zamienil. tak ryknal przerazliwie ze niemoglam w to uwierzyc, niezla sie wkurzyl, niezle, a taki byl kochany. slonie to niezwykle silne istoty.
potem mielismy caly dzien podrozy ale jakiej niezwyklej, gorskimi sciezynami- pierwszy raz gory widzielismy:) i plantacje herbaty. a potem w pociagu, najnizszej klasy genie, do ktorego przez okna i drzwi sie wchodzi bo miejsca nie ma, jechalismy piec godzin, ale za to w jakim doborowym towarzystwie. jechali z nami indyjscy zeglarze i cala droge spiewali, szalone melodie z dzikimi rytmami, potem robilismy wymiane i spiewalismy na zmiane- blado te nasze polskie piesni przy indyjskich wypadaja, blado, ale i tak piekne sa.a droga przecudna ta nasza kolejka waskotorowa wila sie wzgorzami i caly czas jak nie po prawej to po lewej jakas malownicz dolinka, ciezko bylo mi to obserwowac bo wcisnieta bylam w sam srodeczek wagonu, a jak sie juz wsiadlo to ruszyc nie mozna bylo bo scisk. szalona to podroz byla, piec godzin jak dwie polecialo. robilismy zawody na wagony, na spiewanie piosenek. hindusi maja taki zwyczaj, ze gdy pociag w tunel wjezdza to dra sie na cale gardlo, wiec i my sie darlismy i super bylo. nasza kolejke ciagnela najprawdziwsza ciuchcia na wegiel , czy cus wiec jak tunel byl zbyt dlugi tosmy sie siarka z jej komina upajali. a nasi wspolpasarzerowie tacy radosni, jeden gluwny spiewak niezwykly mial temperament i radosc zycia.wszyscysmy sie pocili bo ukrop , struszkami mu pot z czola kapal , ale spiewac nie przestawal:) a i tance byly. swietne jest to ze gdy zaczynal spiewac to zaraz wszyscy sie wlanczali rytm wybijajac, ale takie go rytmu to jeszce nie znalam, nagralam:] byli to zeglarze razem na morzach plywajacy mocno z oba zrzyci i chyba blisko zyjacy, czuc byulo w powietrzu , ze miedzy nimi meska przyjazn kwitnie serdeczna, opierali sie o siebie, siadali sobie na kolan trzymali rece na udach jakby to bylo najzwyklejsze nic. podawali scierki gdy sie cos nam polalo, ale tez i w zamian z rowna swoboda wycierali sie w nasze koszule, wiec zostalismy przyjaciulmi, jak sie patrzy. na prawde milo ta podroz wspominam. na koniec na peronie serie zdhjec  i sie wtedy czlowiek jwk gwiazda filmowa czuje,heh. noc juz blizka byla, ale my jeszcze autobusami9 trzema do rana nastepnego dnia jechalismy, az.....na plazy kovalon wyladowalismy:]
a tu mase palm kokosowych, bananowych,, blekitna woda w morzu arabskim, slonca cala masa ( ale fotki to nastepnym razem na bloga damy) i tak to spedzilismy tu 2 piekne dzionki- jutro dalej jedziemy- moczac tylki w  wodzie, potem sie wylegujac i naPELNIAJAC NASZE jakze pojemne brzuchy, mniam:] wszystkim czym sie da.dzis na rybnym targu bylismy, ale juz najlepsze okazy o swicie poszly. i normalnie robilismy nury z maskami i plytwami:] cud miod, pieknie jest pod woda, rybki male i duze i kolorowe i nie. najpiekniej jest w grupke malych rybeczek wplynac i je gonic. wolnosc pod woda jedyni3e naszych pluc pojemnosc ogranicza dosc znacznie. nasi morscy opiekunowie od malego w morzu chowani mogli smigac ile dusza zapragnie pod wodom, nam nie dane. ale piekna to sprawa polecam, polecam, maska z rurka tyle radosci daje.
wczoraj widzialam kraba prawdziwego w nocy na plarzy i ruszal sie dokladnie jek na kreskowkach , jak wprawny pianista lapkami przebiera. widzielismy tez weza , ale ponoc nie zabujczy. ach i okazuje sie ze bardziej zabujcze sa spadajace kokosy z palmy
przemilego zycze oby szarosci wszelkire sie rozwialy przecieplo pozdrawiam:] monika:] 
 

24.2.07

turysta zmeczony

a zmeczony ten turysta, zmeczony, normalnie mam chyba ciut dosc tej inno odmiennosci, mam nadzieje ze to tylk odzis tak. juz mi sie nie chceodpowiadac usmiechami na ich usmiechy i z usmiechem sie dawac oszukiwac, a najlepsze, ze wszystko jest na tyle nie jasne, ze nawet sie do konca nie wie kiedy cie ktos oszukuje. tak dzis pierwszy raz mialam dosc i myslalam ze komus przywale, o tak!!
ostatecznie nikomu nosa nie zlamalam, dzien sie konczy, wsuwamy sobie czekolade piszac mejle (net wolny jak nieszczescie) jutro bedzie inaczej...
jestesmy w mysore kolo bangalore na poludniiu juz:] jutro jedziemy na wycieczke na slonie do parku i na slonikach pomykac bedziemy:) dzis pierwszy raz slonie widzielismy i slonie kupy wielkie- nikt nie wdepnal jescze:]
radik chory troche katar+ gardlo malo sil ma i w hotelu siedzial. a my wypuscilysmy sie na miasto pelne zapachow i zaraz nas zaczeli na olejki naciagac i sie dalysmy, a co:]choc w sumie nie wiadomo komu ufac ze akurat u nich prawdziwe a u innych nie, a ceny rozne. ale za to jak milo przychodzi sie daja ci herbate i mowia ze polska swietny kraj i ze piekne jstesmy potem w zaleznosci od towaru, np dzis olejki wiec pan dr aman zaczal nam wcirac olejki gdzie sie da, przy ojkazji nam kark nastawil i powiedzial co nam nie sluzy, ze za duzo cziku-cziku to nie dobrze, ze jadzka kurczaka z ryzem nie moze, a ja narkotykow i alkoholu. potem zachwalal nam swoje olejki jako nam niezbedne, tak tez pachnmy do tej pory sandalem, jasminem,muskatem- na chlopakow ponoc radek stwierdzil, ze go ten zapach  nie rusza, hm moze tylko na hindusow ma dzialac;) na pewno komary nas nie zawioda bo kupilysmy tez na komary olejek liliowy wiec jak znowu nas porzra w nocy to olejki sa lipa.
bylysmy tez dzis u maharadzy w domu, w wielkim palacu- widywalo sie piekniejsze,hehe, ale ladna sala balowa bylo nawet sobie walca zatanczylysmy. potem na targu pod palacem widzialam prawdziwe skrzypki samorobki:) z... kokosa, na polowke kokosa naciagnieta skora byla, z jego srodeczka kijek- podstrunnica wychodzil, podstawek byl z kawalka trzciny,dwie struny mialay i brzmialy jak nasze  polskie samorobki, tylko ze pan na nich indyjskie skale ogrywal:] niestetyy w jakims dzikim pedzie byulysmy i czasu by z panem posiedziec nie bylo:( ... potem jakies straszne zamieszanie lejnymi naciagaczami, ostatecznie na targu owocowo warzywnym wyladowalysmy- piekny targ i nawet kwiatki tam byly co do tej pory sie nei zdarzalo. w mysore kazda pani prawie, we wlosach ma jasmin, ktory pieknie pachnie. mysore bez watpienia pieknie pachnie, miasto zapachu jak nic to.
teraz jest juz prawie 23 tu jestesmy po obiadku i spac pewnie pojdziemy bo jutro o 7 autobus do sloniksow nas zawiedzie:]
tymczasem , za lasem, za morzem indyjskim z samego srodeczka poludnia papa

krotka notka z Mysore

Dodarlismy wczoraj do Mysore, to zaczy jestemy juz na poludniu Indii.
Rankiem przylecielsmy do Bangalore, stolicy IT Indii, spedzismy tam
caly dzien, a wieczorem przyjechalismy busem do Mysore. Bangalore jest
ponoc mastem o najlepszym klimacie w indiach i bylo budowane z mysla o
starszych ludziach ako miejsce na ich retirement. Ponoc 5 lat temu
bylo tu jeszcze ladnie... jak dla mnie to i tak najladniejsze miasto w
Indiach w zachodnim tego slowa znaczeniu. Znaczy najmniejindyjskie ze
wszystkich jakie zwiedzilismy. Przejezdzajac ulicami mozna bylo
zobaczyc siedziby HP,IBMa czy AMD.
Teraz jestemy w Mysore a jutro z tad wyjezdzamy do KIerali, wczesniej
byc moze zachaczajac o jakis park narodowy. Przypuszczam tez ze
bedziemy sie krecic w mniejszych wioskach w Kerali wiec i dostep do
netu bedzie bardziej ograniczony.
Poludnie jest aktualnie bardzo gorace ale tez o wiel berdziej
przyjemne niz Kalkuta. Powierze jest rzeskie i ciagle wieje chlodzacy
wiaterek. Mozna sie ponoc niezle przypalic w taka pogode.
no to moze tyle - pozdrawiam
Radomir

22.2.07

ciasno mi sie dzis zrobilo

dzis z waransi sie zmywamy bo tu ciuchy caly czas grzankami jakimis przesiakaja,,,jutro gaia, miejsce gdzie pod drzewem budde oswiecilo
martusz, asoka i rena pojechaly pustke po sobie zostawiajac, jak przez niedomkniete drzwi, ciagle dziewuchy czujemy
indie zaczynaja mnie leciutko wpierniczac, nic nie moze byc normalnie, nawet wody sobie nie mozna tak o kupic,tak poprostu, no nie mozna, tylko o wszystko trzeba sie napinac, ze nie, nie zgadzam sie, ze drogo, ze chcecie mnie oszukac, ze nie mam pieniedzy, nie chce lodki, nie chce rikszy, nie chce, i nie chce zebys mnie zaprwadzil do slepu z jedwabiem i pokazywal jak plona zwloki proszac o datki na drewno,,,nono, dosc, juz dosc, jest cudo,naprawde tylko czasem przestrzen mi sie duza sni, i te palmy na kerali...
mhm
jaga

Kalkuta dzien 2

Ahoj,
wczoraj ok 1300 przybylismy doKalkuty Pocigiem z Varanasi.
Zdecydowalismy sie ostatecznie ominac Body Gaya (miejsce oswiecenia
Buddy) ze wzgledu na stan zdrowotny 50 % ekipy. W kazdym badz razie
dosc szybko wyladowalismy w hotelu, przewiezieni taksowka omijajaca
najwieksze na swiecie kratery w asfalcie. reszte dnia poswiecilem na
kuracje w hotelowym lozu.
dzisiaj wyszlismy ziwdzac ta prawdzowa kalkute. i jakos tak na
poczatku trafilismy w dzilnice ekskluzywnych klimatyzowanyc zachodnich
sklepow typu batta, ktore dosc kontrastowo komponuja sie z wyzszymi
partiami kamienic. ale o kontrast w Indiach nie trudno... potem pola
krykietowe, parki i ogrody. Te interesujace ogrody jedna pozamykane od
kilku lat, i niby nawet sam oddzwierny nie wie dlaczego i jak dlugo
jeszcze beda zamkniete. dlatego jesli wyruszasz w podroz z
przewodnikiem Lonley Planet w Kalkucie wez poprawke na to ze wiedzo on
po nieciekawych miejscach a u celu znajdziesz zamknieta brame. tak
wygladal nasz przedpoldzien. dalej zobaczylismy jedna ze swiatyn,
gdzie na czolach pan wycisnal nam trzecie oko na czole pomaranczowa
farbka i ubrudzilismy sobie stopy od chodzenia bez laczy po swietej
posadzce. Dla mnie w sumie ciekawsza byla przejazdzka tramwajem i
autobusem, i to w sekcji "for ladies" oraz opcja pokopania sobie
fus-balem z miescowymi na ulicy miedzy rikszami, kokosami i straganami
pelnymi w swiete obrazki. W srod tych brazkow latwo znalezc
ciepriacego Jezusa albo Matke Terese co bylo dotad niespotykane. Z
reszta o Matke Terese nie trudno wizerunki jej sa wszechobecnie,
podobnie wielu tu biednych ludzi. Mysle tez ze wyjasnilo mi sie
dlaczego zajmowala sie ona "the poorest of the poor". Znaczy bieda ma
tu wiele twarzy, abstrachujac od faktu ze wszycy sa biedni, jedni
zasluguja tu na wieksza opieke niz inni. trzeba jednak sobie
uzmyslowic to ze polska bieda nie rowna sie tutejszej...
ogolne wrazenie jakie robi kalkuta jest inne od wizerunku jaki mialem
w glowie przed przyjazdem. Miasto wydaje sie byc bogladsze i lepiej
zorganizowane niz bombaj czy varanasi.
pozdrawiam cieplo
Radomir

18.2.07

zegnaj waranasi

no wiec sie powoli zabieramy stad, za kilka godzin bedziemy uderzac w strone kalkuty.
wiec jeszcze ostatnie kartki z sziwami, kolczyki z papugami i inne gifty na targu, a kurcze cale waranasi to jeden wielki targ i swiatynia:), i w droge. nie bedzie sniadanka z prawdziwa kawa, o ktora w indiach trudno, tzn trudno znalezc dobrze przyzadzona kawe bo oni najbardziej lubia mase slodkiego mleka i ciut kawy. nie bedzie juz poridga z owocami, i toscikow z jajkiem bo to wszystko przygotowane specjalnie dla nas bialych twarzy, ktorych w waranasi duuuzo, ale calkiem niezle sie wtapiaja przyznam. jest kilka glownych ulic po ktorych sie poruszaja , tam tez srola i czekolada, ale jest tez duzo miejsc gdzie ich nie ma:) no i nie bedzie tarasu z widokiem na GANGA riwer, i jadzka juz nie powie mam dosc tegoi smrodu i dymu ze spalarni, a to kurcze przeciez ludzie sie tam pala, a my potem nimi smarkami, oj oj dosc juz dosc za daleko oj
 ale swoja droga to hindusi patrza na to calkiem inaczej bo w tym ganga cala masa cial dzieci, inwalidow, matek w ciazy i chorych- ktorych sie nie spala,a topi wlasnie( ok setka dziennie przy jednej gacie), a oni w tej wodzie wszystko robia- myja sie pija ja modla sie w niej, piora, myja nqaczynia. mowia ze sama sie oczyszcza bo swieta i ma moc. podobnie tez ze spalaniem, fakt faktem nie czuc tu smrodu palonego bialaka., a co dzien przy jednej gacie( a w sumier ich z 20 nad gangesem)spala sie ok setke cial wiec powinno smierdziec, a nie smierdzi, a to wszystko za sprawa SZIWY mowia. a tak mysle sobie, ze pewnie te nasze  rzeki sa bardziej zanieczyszczone chemia i przemyslowymi odpadami, niz ten ich ganges cialami i wszelkimi bio odpadami- kwiatki, kupy,papierki, resztki jedzenia itp.
ganaga ma 40 m glebokosci na monsuny- jun, july, augus- jest przyplyw i wtedy zalewa schody i gdzie niegdzie pierwsze pietra a rzeka plyna delfiny i krokodyle
kurcze czas goni, ale jeszcze o sadu napisze,a w sumie o nagich babach mieszkaja sobie przy rzece w namiocikach z jakis folji najczesciej, pija tam bang lasi pala hasz i sie modla i z ludzmi gadaja i kase od turystow wyciagaja, i graja i spiewaja, ale kurcze malo tu tancza. niby tak muzyke kochaja- a kochaja- ale nie tancuja. podobno tylko na festiwalach, slubach i urodzinach. choc na festiwalu, nie byle jakim bo urodzinach sziwy, nie bylo tancow, choc cala masa dzikiej, szlonej muzyki byla.
ach no szkoda ze wszystkiego sie nie da opisac...
o ale jeszcze jedno, najbardziej mnie wkurza jak ide sobie ide spokojnie a tu nagle koles w dlugiej szacie z lniana torba na ramieniu pod nogi mi kobre rzuca i jeza, wyciaga fujarke- a szalony dzwiek ma- i na niej gra i rupiecie-rupie chce, a ja sie ich boje i szerokim lukiem omijam jak sie da
o i jeszcze krowie placki!!!! hahahah codziennie przeslizguje sie po kilku krowich plackach, da sie to przezyc jak sie czlowiek nie wywali, ale gorzej njak sie placka zatnie z gory i wyladuje w srodku sandalka,A najgorzej jak na nogach ma sie skarpetke i ta powoli przemaka ta krowia kupa... dobra to ja juz lepiej skoncze bo sie za bardzo rozkrencam
duzo tu waskich uliczek, mozna niezle sie w nich zaplatac i taki wielki balagan panuje, a to ciekaw2e,z e taki balagan w kolo a w ludziach taka harmonia i radosc, wielu tu serdecznych ludzi. najwiecej to chyba w agrzew bylo. takich ze jak sie im w twarz popatrzy to niesamowicie rozczulaja i chce sie do nichj usmiechnac najpiekniej jak sie da...a wtych uliczkach to sie gubie, najlepiej radzi sobie z nimi jadzka zawsze wie ktora do domu prowadzi, a niektore prowadza gdzie chca,w jakies ciemne tunmele i zaulki...
bylismy na dwuch koncertach pieknie grali sitra z tabla i flecik- drewniany poprzeczny z tabla...
aa i bylismy jeszcze w sobote na sziwa groove party, na dachu jednego z hoteli bialych twarzy bylo zbawnie tymbarzdziej, ze jadzce jakis hindus wypalil cala kostke haszu i miejmy nadzieje ze sie nie zabil przy tym. ale chyba sie dobrze stalo bo jakos sie nam nie chcialo jej juz, szczegolnie po  bang lasi-ale o bang lasi to kiedy indziej, oj, oj dzialo sie dzialo, plynelysmy z jadzka i marta w rejs na szalupie naszej lozku i bujalo, bujalo okrutnie i .. nie nie to pozniej
koncze sciskam pozdrawiam moinika:]  

16.2.07

Varanasi

w zasadzie to chcialem napisac ze pozdrawiam z waranasi, ze jest pieknie cudownie, widok z okna na krematorium, inne trupy pala sie na brzegach, suki, krozy, krowy, gowna na uliacach, slonecznie i pogodnie i serdecznie pozdrawiam z wakacji :) jedzenie przepyszne swietnie doprawopne - cudo no pieknie... natura natura... ze smaczkiem orientalnie pieknie cudownie i sraka i rozwolnienie i bol, skurcze i utyskiwania. dupa dupa dupa. dup tu pelno i to nagich tyle ze meskich - takich bialych chyba z wapna z reszta nie tylko dupy poprostu nic czyli wszytko. ot pieknie, cudownie, brudno i smierdzi...

Radek

swieto w waranasi


od dwoch dni jestesmy w swietym miescie waranasi.szalone miasto, tak jak chyba kazde miejsce w indiach. waskie krete uliczki,niby zmieszcza sie na niej tylko dwie osoby w poprzek,ale jak trzeba to i krowa tam wejdzie i motor przejedzie:) rejwan niezly caly czas sie cos dzieje,ale jest b. przyjemnie:] ludzie mili, choc ciagle nas ktos oszukuje, caly czas przeplacamy, hehe.
adka nam sie rozlozyla na rzoladki ale juz do siebie dochodzi,reszta sie dzielnie trzyma;)
w tym waranasi to duzo bialych twarzy-turystow, wiec i papier morzna kupic i czekolade i cocacole i chleb tostowy bo normalnie to tego niem raczej, papieru hindusi nie urzywaja a lewej reki;)
nasza wyprawa zmienila nieco charakter, osiedlismi w waranasi na kilka dni w hoteliku takim, ha gdzie ciepla woda z kranu leci \, a nawet z prysznica:)i kafelki na scianach sa:)i jaszczurki na suficie
no ale najwazniejsze ze mamy szczescie wielkie bo trafilismy na swieto- urodziny SZIWY! co znaczy ze dzis wlasnie wszyscy pija bang-lasi czyli koktajl bananowy z trawa:) wszyscy wszyscy mali duzi,cale rodziny, biali czarni, swieci, nietykalni i tykalni:]
o 6 rano po ulicy przemaszerowali swieci mezowie- sadu i biale baby czyli tez swieci mezowie, ale mniej wtajemniczeni. najpierw przeszla orkiestra wygrywajaca szalona melodie- niestety nie moge sciagnac nic z dyktafonu bo sterownikow brak:( a za nia w sznureczku za raczke sie trzymajac biale baby- ciut mniej swieci mezowie, ale juz swieci- naguscy, ciemni hindusi wytarzani w bialej sadzy z golymi tylkami:)- fotki beda na blogu sprawdzic warto, niestety filmikow nei da rady bo strasznie dluuuugo sie sciagaja. wiec cala brygada nagich bialaych bab maszerowala przez ulice wykszykujac rozne takie i cieszac sie jak dzieci. porzadku pilnowali kolejkowi, ktorzy czasem dali jakiemus nieswornemu babie po glowie. pomaszerowali w strone zlotej swiatyni i tam pewnie jeszcze wiecej bang lasi sie napili.
w calym miescie pelo ludzi, ciagle piegrzymi naplywaja, pociagi zapchane....
no a poza tym to plywamy sobie lodka po gangesie swietej rzece, pelnej ludzkich prochow (a jak kogos nie stac na spalenie to i cali ludzie tam plywaja, z kamykiem u szyi) brzmi okrutnie... ale tak to jest tu wlasnie i nikt nawet nie placze bo jak placze to dusza zmarlego sie nie uwolni i nie zrobi kroku dalej, blizej boga. z dachu naszego hoteliku, na ktorym co rano wcinamy sniadanko - poridge with banana and honey, z jadnej strony jest widok na swiety ganges i elektryczna spalarnie zwlok dla ubogich- poniewaz bogatsi spalani sa na drewnianych stosach, ich stac by zaplacic kilka tysiecy 'rupieci' za 900 kilo drewna potrzebnych do spalenia jednego ciala- a z drugiej na ulice. i tak to zycie ze smiercia sie styka , a dzieli ich ulica, bo jak z jednej strony idzie orszak weselny to z drugiej widac kondukt pogrzebowy i kolejne ciala czekaja do kremacji. jest tak jak mowil czmyku <podczas gdy bedziesz pic swoje ulubione kapuczino w kawiarence z widokiem na ganges tuz obok bedzie plonelo ognisko z czyimis zwlokami>
ach to waranasi duzo by o nim pisac a jestesmy tu zaledwie od dwoch dni. Trudno sie wraca teraz do tego co bylo wczesniej bo to jakby miesiac temu sie wydazylo, ale jest jedna rzecz, ktora nas niezle zaskoczyla-POGODA od 9 zimno i pada!!! az do kilku dni temu, tak wiec te nasze cieple ciuchy, ktore mialy do domu byc wyslane, sie przydaly, nawet spiworki...
zegnam was na tym wiec juz teraz, wiecej mapisze jest o czym ale juz dosc kompa mam, no i idziemy swietowac:]
pozdrawiam przeserdecznie z nad gangesu!!!!!

Monika

hola polsza! tu tam takie tam rozne!

jo jo swiety dymie!
ja wam mowie, palona kawa nigdzie nie smakuje tak dobrze jak na dachu hotelu z widokiem na ganges,,, w bliskim sasiedztwie publicznego krematorium...zapach tu jest dobry, mowi sie ze shiva ktorego urodziny dzis sie tu swietuje, pijac zbiorowo bangasi (a zaraz i my sie dolaczymy do picia bo ulica za mna drga, a bangasi to wielce wyskokowy napoj), no, to ten shiva polyka caly zly zapach palonych cial, i sobie mysle wypluwa gdzies nad nowa huta, hm
tymczasem bylo tak:
o tej stupie w sanczi juz wiecie, paznokiec buddy, no cudo...potem zdarzyl sie Gwailor, miasto gdzie nas karmil i goscil przez dwa dni na szerokiej podlodze Srikhan, czlowiek ktory opowiadajajac o swojej wierze wywolywal w nas bloga sennosc, nawet nie zauwazylam jak na mojej lewej rece pojawila sie henna, ladna
agra , taj mahal, takie wyznanie milosci, cale biale, zmieniajace sie w wsloncu, coz, zastaly na chmury i deszcz, no, czasem slonce, czasem...
kajuraho, znowu milosc, indie sie troche nia przelewaja, ludzie jedza kwiaty na ulicach, i wszedzie takie male zolte szczeniaki, hm, ale o kajuraho czyli na murach swiatyn setki niewielkich rzezb przedstawiajacych to co si dzialo miedzy Shiva a Pavrati w noc poslubna,,,pouczajaca historia, ja nic nie powiem, moze tylko ze tu trzeba wrocic
no i varanasi, rzeka zycia i smierci, tak sobie mowiac poczatek i koniec wszystkiego...kolory, duzo pomaranczowego, swiety kolor, duzo pomaranczowych kwaitow i opasek na biodra, i rano dzis walenie w drzwi, wyskakujemy na ulice a tam nagie baby, bo tak sie mowi na swietych ktorzy urodzili sie na nadzy, i tak zostali, i nigdy niczego na sobie nie mieli, wiec mnostwo ich bylo, i orkiestra szla i transowa melodia przygrywala, i sadu, pomaranczowi swieci mezowie mieszkajacy w namiotach nad rzeka, sadu walili kijami zachodnich turystow probujacych naruszyc swietosc pochodu, masowa reporterterystyka bez tabu, dynamika tego wydarzenia oszalamiajaca, ja teraz tego nie ogarniam, mysle przecinkami, zobaczcie co napykalismy http://picasaweb.google.com/radoslaw.winkler/Indie2007
potem spokoj, slonce wzeszlo, miasto oswiecilo, dopalajace sie ghaty, my na lodce plynac wzdloz tego co swiete, ranne blogoslawinstwa, pucia pucia, trzy razy zanurzyc w gangesie glowe i popatrzec na slonce, potem ruch ust, moditwa jakas, obok ktos wsypuje prochy grzebiac w nich reka w poszukiwaniu bizuterii, dalej dzieci plywaja, chlopcy piora hotelowe przescieradla, kobiety rozkladaja 6-scio metrowe sari na ziemi, leniwe naslonecznienie, ktos myje szklanki po herbacie....mhm, mam duzo szacunku do tego momentu
to ja teraz koncze,wszystkim namaste i kazdemu indywidualnie
tzrymajcie fason w ojczyznie, schowajcie mi ciut sniegu do solniczki, JO!

Jaga


Food fight? Enjoy some healthy debate
in the Yahoo! Answers Food & Drink Q&A.

14.2.07

varanasi

witam,
o ile mnie pamiec nie myli to ostatni wpis byl w Sanchi. Teraz juz  jestesmy w Varanasi najswietrzym miescie hindusow. To tu kazdy chce byc pochowany w gangesie, oczywiscie po uprzednism spaleniu. Z Sanch pojehalismy do Agry, ale zanim tem dotarlismy zostalismy zaproszeni przez Srikana do jego domy w Gwaliorze gdzie spedzilismy dwa dni. nastepnego dnia Agra, potem Kajuracho. Wszytko to ze spaniem w pociagu i zwiedzaniem w ciagu dnia, takze w Varanasi swietnie sie czujemy w hotelu.
 
Varanasie robi duze wrazenie, co chwile niosa czyses cioalo do spalenia nad Ganges, nad brzegiem pala sie ogniska tych bogatszych ludzi ktorych bylo stac na zakup tak duzej ilosci drewna potrzebnej do spalenia calego ciala. Zaraz obok inni obmywaja sie w rzece. waskie sciezki miedzy domami, tlum ludzi, scisk, motory, ryksze, moto-ryksze, samochody, krowy, scieki, kaluze, gowna i smieci. chaos na uliczach wydaje sie byc jeszcze wiekszy niz bombaju ale to moze tylko wrazenie.
 
ok moze narazei tyle, sprobuje jeszcze wrzucic zdjecia ale moze sie to nie udac bo strasznie wolny tu maja internet
pozdrawiam
MachaRadzo

9.2.07

namaste tutti!

hehe, wiec powiadacie ze polsze sniegiem zasypalo... ;P
tu jest jakis raj, tyle ze troszke brudny,,,nieprzejmujemy sie tym wcale jemy wszyto wprost z ulicy, woda, zeby nie bylo tylko butelkowana,,,goraca ze ludzie paruja, malpy wesolo biegaja wyrywajac z rak co lepsze kaski, ludzie zycie pedza na ulicach palac male ogniskkai spiac na kraweznikach,,,dzieciaki zagaduja, co niektore lubia sobie podotykac czlowieka, ale juz sie tym, my dziewczyny, nie przejmujemy, zwalajac wszyto na zblizajace sie walentynki... ;P tylko radek za naszego meza powszechnie uwazany spojrzy co jakis czas, fuknie i mezczyzni w kazdym wieku sie rozbiegaja bijac poklony przed nim, ze tak mu sie w zyciu udalo, no
zblizamy sie do taj Mahal. obecnie kafejka internetowa w sanczi, male miasteczko gdzies w stanie madya pradesz, jest tu najwieksza stupa (kurhan) z relikwiami buddy na cale indie, jakis paznokiec skromny podobno, ale pielgrzymki ludzi ciagna. nie udalo sie wejsc za plot, gdyz sakwa sie robi szybko pusta, a hindusi wielce przedsiebiorczy narod, turystow wstepami obciazaja na kazdym kroku ...
zdjecia hindusi obsesyjnie uwielbiaja, robic nam i robic sobie przez nas, ciagle wiec rotacja, zpraszam do naszego pamietniczka , tu jest linka
uwielbiaja tez ludziaom rece sciskac, wiec samopoczucie tu mamy jak krolowe elzbiety
lece lece, pozdrawiam wszyskich, namaste, kobre widzialam, prawdziwa, tanczaca, i wogole, bliskosc oswiecenia bliska
jutro uderzamy do kajuraho, wspanialy zbytek unesco, swiatynie pokryte rzezbieniami przedstawijacymi wszystkie mozliwe opcje w kamasutrze, ,, znajomy hhindus mowi, ze kamasutrra to medytacja, przenosi czlowiea na highest level, pieknie , pieknie mysle

Jaga

6.2.07

5.02

Budzi mnie chalas ruchu ulicznego. trabienie, dzownienie gwizdanie,chalas skrzypiacych samochodow, hamujacych telepiacych sie samochodow, ryksz , przeladowanych rowerow i taczek.
 
jest ok 900 a na dworze duszno i parno. Przez smog przebija sie coraz silnie promieniami slonce.
 
W nocy budzilem sie myslac ze juz mnie mogli okrasc. Spalem bez spiworu i s samych majtach - goroca !!!
 
pierwszy dzien w Bombaju spedzilismy "na japonczyka", z aparatami w reku. Na uniwersytecie poznalismy Nandana i jego kolegw. Z ktorym spedzilismy stylowo europejkski wieczor. wszystkie zdobycze globalizacji od Atomowek po Rooneya i Ronaldinho pozwolily nam dynamicznie przenikac z Zachodu do Indii.
 
Wczesnie z rana i pozniej wieczorem z birdsem mialem okazje przespacerowac sie po okolicznych ulicach wzgledem hotelu Anukool. Jest to  zdecydowanie biedniejsza dzielnica niz centrum, ale zapewne istnieja miejsca o wiele biedniejsze. Spotykam sie z oporami przed robieniem zdjec biednym ludziom... jest to drudne. 
 
Wieczorem  podczas przechadzki z Birdem (Belg) nasz powitalny chat w tesen "What are you doing ?" (w sesie zawodu pracy czy studiow) stawil nas w mocnym kontrascie ze spiacymi na chodnikacch hinducami.
 
 
Ok to byla proba przepisania pamietnika ale idzie to slabo... za malo czasu.
 
Dzisja kontynuowalismy standard wycieczki turystyczne po mombaju. A za pol godziny mamy pociag do Aurangabadu...
 
tyle na dzie
pozdrawiam
Radek
 

5.2.07

Bombaj

Pozdrowienia z Bombaju!
 
Trudno w ktrkiej formie strecic pierwsze wrazenia. przylecielismy , wlasciwiew spadlismy, wpadlismy do bombaju wieczorem. Wpadlismy zupelnie oobcy kraj. Duszno parno, masy masy ludzi. Na lotniksu wypozyczyklismy riksze a  potem jeszcze takswek do hotelu. nie wytargowalismy dobrej ceny chyba. jechalismy na raty riksz i taksowka po bombajskich drogach, w szalonym zgielku, haotycznym ruchem przez skrzyzowania bez swiatel, przes slumsy (trudna do opisania bieda, w zektnieciu z ktora trudno o slowa...) Dotarlismy do chotelu jeszcze tego wieczoru wyskoczylismy po picie - jest groca dzuszno i parno. Brudno. Dzisiaj pierwszy dzien w bobmahu. Zaczelismy od bramy potem zdaje sie standard turystyczny - zdjeci e zkobra, naszyjniki w drodze na uniwersyste. Spotlaismy Nadana ktory dalej juz nas oprowadza zaprowadzil do restauracji, kupislimy karty tel. ( 9892593007 - Jaga, 9892597752 -renata, 9892592901 - Moni) + kier do indii...
 
Pozdrowiam
Radek
ps. zdjecia jeszcze nie dzis...
 

2.2.07

Startujemy...

Asia, Ada, Monika, Renata, Jaga, Marta i ja. Plan jest taki aby wyruszając z Bombaju dotrzeć do Kalkuty przez Waranasi. Stamtąd samolotem do Bangalore  i przez plaże w Goa z powrotem do Bombaju wrócić.

Jeszcze się nie zaczęło a już jest wyjątkowo, bo nie pamiętam żebym kiedykolwiek tak się denerwował przed wyjazdem...   myślę że jeszcze nigdy nie jechałem aż tak daleko...

Radek