normalnie w raju jestesmy :]]
zdaje sobie sprawe ze kazde nastepne slowo moze wkurzac( bo w polszy ponoc zimno i nieprzyjemnie), dlatego ostrzegam, ale to tak z dobrego serca, zeby wam choc ciut przyblizyc jak tu piknie. jestesmy juz na samiutkim poludniu i tu jakby kraina odmieniona,. raz ze cieplo, cieplo mocno, znowu paczke z polarami do domu bym zrobila, a poza tym ludzie jakby o 10 kg lzejsi, a i tak hindusi to wolne i szczesliwe istoty. jwkies to powietrze czystrze mniejszy halas bna ulicy , lepiej po angielsku mowia i mniej ludzi proszacych o pieniazki, nawet prawie wcale ich tu.
no ale zaczne od poczatku bo slonia nie przepuszcze:) karmilysmy z jadzka SLONIA!! nie dalo sie na nich jezdzic, ale za to wlozylam wlasnorecznie sloniowi banana do pyska:] taki milusi zerkal jerdnym okiem na nas i sie przyblizal, tak sie balam,ale pani mnie za reke chyt i wyladowalam z dlonia na rozowiutkim sloniowym jezyku:) w ogole slonie sa swietne, chodza jakby mialy kupe w pieluchach i mimo ze ciezkie, lekkie sa i rozczulaja. wiec potem i jadzka banana mu ciach i sie cieszyl i traba poprawial go sobie i jeszcze chcial ( bo co to 2 banany dla slonia)ale przyszedl pan z kijem do niego i kaze mu isc dalej i nagle slon w bestie sie zamienil. tak ryknal przerazliwie ze niemoglam w to uwierzyc, niezla sie wkurzyl, niezle, a taki byl kochany. slonie to niezwykle silne istoty.
potem mielismy caly dzien podrozy ale jakiej niezwyklej, gorskimi sciezynami- pierwszy raz gory widzielismy:) i plantacje herbaty. a potem w pociagu, najnizszej klasy genie, do ktorego przez okna i drzwi sie wchodzi bo miejsca nie ma, jechalismy piec godzin, ale za to w jakim doborowym towarzystwie. jechali z nami indyjscy zeglarze i cala droge spiewali, szalone melodie z dzikimi rytmami, potem robilismy wymiane i spiewalismy na zmiane- blado te nasze polskie piesni przy indyjskich wypadaja, blado, ale i tak piekne sa.a droga przecudna ta nasza kolejka waskotorowa wila sie wzgorzami i caly czas jak nie po prawej to po lewej jakas malownicz dolinka, ciezko bylo mi to obserwowac bo wcisnieta bylam w sam srodeczek wagonu, a jak sie juz wsiadlo to ruszyc nie mozna bylo bo scisk. szalona to podroz byla, piec godzin jak dwie polecialo. robilismy zawody na wagony, na spiewanie piosenek. hindusi maja taki zwyczaj, ze gdy pociag w tunel wjezdza to dra sie na cale gardlo, wiec i my sie darlismy i super bylo. nasza kolejke ciagnela najprawdziwsza ciuchcia na wegiel , czy cus wiec jak tunel byl zbyt dlugi tosmy sie siarka z jej komina upajali. a nasi wspolpasarzerowie tacy radosni, jeden gluwny spiewak niezwykly mial temperament i radosc zycia.wszyscysmy sie pocili bo ukrop , struszkami mu pot z czola kapal , ale spiewac nie przestawal:) a i tance byly. swietne jest to ze gdy zaczynal spiewac to zaraz wszyscy sie wlanczali rytm wybijajac, ale takie go rytmu to jeszce nie znalam, nagralam:] byli to zeglarze razem na morzach plywajacy mocno z oba zrzyci i chyba blisko zyjacy, czuc byulo w powietrzu , ze miedzy nimi meska przyjazn kwitnie serdeczna, opierali sie o siebie, siadali sobie na kolan trzymali rece na udach jakby to bylo najzwyklejsze nic. podawali scierki gdy sie cos nam polalo, ale tez i w zamian z rowna swoboda wycierali sie w nasze koszule, wiec zostalismy przyjaciulmi, jak sie patrzy. na prawde milo ta podroz wspominam. na koniec na peronie serie zdhjec i sie wtedy czlowiek jwk gwiazda filmowa czuje,heh. noc juz blizka byla, ale my jeszcze autobusami9 trzema do rana nastepnego dnia jechalismy, az.....na plazy kovalon wyladowalismy:]
a tu mase palm kokosowych, bananowych,, blekitna woda w morzu arabskim, slonca cala masa ( ale fotki to nastepnym razem na bloga damy) i tak to spedzilismy tu 2 piekne dzionki- jutro dalej jedziemy- moczac tylki w wodzie, potem sie wylegujac i naPELNIAJAC NASZE jakze pojemne brzuchy, mniam:] wszystkim czym sie da.dzis na rybnym targu bylismy, ale juz najlepsze okazy o swicie poszly. i normalnie robilismy nury z maskami i plytwami:] cud miod, pieknie jest pod woda, rybki male i duze i kolorowe i nie. najpiekniej jest w grupke malych rybeczek wplynac i je gonic. wolnosc pod woda jedyni3e naszych pluc pojemnosc ogranicza dosc znacznie. nasi morscy opiekunowie od malego w morzu chowani mogli smigac ile dusza zapragnie pod wodom, nam nie dane. ale piekna to sprawa polecam, polecam, maska z rurka tyle radosci daje.
wczoraj widzialam kraba prawdziwego w nocy na plarzy i ruszal sie dokladnie jek na kreskowkach , jak wprawny pianista lapkami przebiera. widzielismy tez weza , ale ponoc nie zabujczy. ach i okazuje sie ze bardziej zabujcze sa spadajace kokosy z palmy
przemilego zycze oby szarosci wszelkire sie rozwialy przecieplo pozdrawiam:] monika:]
