jo jo swiety dymie!
ja wam mowie, palona kawa nigdzie nie smakuje tak dobrze jak na dachu hotelu z widokiem na ganges,,, w bliskim sasiedztwie publicznego krematorium...zapach tu jest dobry, mowi sie ze shiva ktorego urodziny dzis sie tu swietuje, pijac zbiorowo bangasi (a zaraz i my sie dolaczymy do picia bo ulica za mna drga, a bangasi to wielce wyskokowy napoj), no, to ten shiva polyka caly zly zapach palonych cial, i sobie mysle wypluwa gdzies nad nowa huta, hm
tymczasem bylo tak:
o tej stupie w sanczi juz wiecie, paznokiec buddy, no cudo...potem zdarzyl sie Gwailor, miasto gdzie nas karmil i goscil przez dwa dni na szerokiej podlodze Srikhan, czlowiek ktory opowiadajajac o swojej wierze wywolywal w nas bloga sennosc, nawet nie zauwazylam jak na mojej lewej rece pojawila sie henna, ladna
agra , taj mahal, takie wyznanie milosci, cale biale, zmieniajace sie w wsloncu, coz, zastaly na chmury i deszcz, no, czasem slonce, czasem...
kajuraho, znowu milosc, indie sie troche nia przelewaja, ludzie jedza kwiaty na ulicach, i wszedzie takie male zolte szczeniaki, hm, ale o kajuraho czyli na murach swiatyn setki niewielkich rzezb przedstawiajacych to co si dzialo miedzy Shiva a Pavrati w noc poslubna,,,pouczajaca historia, ja nic nie powiem, moze tylko ze tu trzeba wrocic
no i varanasi, rzeka zycia i smierci, tak sobie mowiac poczatek i koniec wszystkiego...kolory, duzo pomaranczowego, swiety kolor, duzo pomaranczowych kwaitow i opasek na biodra, i rano dzis walenie w drzwi, wyskakujemy na ulice a tam nagie baby, bo tak sie mowi na swietych ktorzy urodzili sie na nadzy, i tak zostali, i nigdy niczego na sobie nie mieli, wiec mnostwo ich bylo, i orkiestra szla i transowa melodia przygrywala, i sadu, pomaranczowi swieci mezowie mieszkajacy w namiotach nad rzeka, sadu walili kijami zachodnich turystow probujacych naruszyc swietosc pochodu, masowa reporterterystyka bez tabu, dynamika tego wydarzenia oszalamiajaca, ja teraz tego nie ogarniam, mysle przecinkami, zobaczcie co napykalismy http://picasaweb.google.com/radoslaw.winkler/Indie2007
potem spokoj, slonce wzeszlo, miasto oswiecilo, dopalajace sie ghaty, my na lodce plynac wzdloz tego co swiete, ranne blogoslawinstwa, pucia pucia, trzy razy zanurzyc w gangesie glowe i popatrzec na slonce, potem ruch ust, moditwa jakas, obok ktos wsypuje prochy grzebiac w nich reka w poszukiwaniu bizuterii, dalej dzieci plywaja, chlopcy piora hotelowe przescieradla, kobiety rozkladaja 6-scio metrowe sari na ziemi, leniwe naslonecznienie, ktos myje szklanki po herbacie....mhm, mam duzo szacunku do tego momentu
to ja teraz koncze,wszystkim namaste i kazdemu indywidualnie
tzrymajcie fason w ojczyznie, schowajcie mi ciut sniegu do solniczki, JO!
Jaga
Jaga
Food fight? Enjoy some healthy debate
in the Yahoo! Answers Food & Drink Q&A.

No comments:
Post a Comment