od dwoch dni jestesmy w swietym miescie waranasi.szalone miasto, tak jak chyba kazde miejsce w indiach. waskie krete uliczki,niby zmieszcza sie na niej tylko dwie osoby w poprzek,ale jak trzeba to i krowa tam wejdzie i motor przejedzie:) rejwan niezly caly czas sie cos dzieje,ale jest b. przyjemnie:] ludzie mili, choc ciagle nas ktos oszukuje, caly czas przeplacamy, hehe.
adka nam sie rozlozyla na rzoladki ale juz do siebie dochodzi,reszta sie dzielnie trzyma;)
w tym waranasi to duzo bialych twarzy-turystow, wiec i papier morzna kupic i czekolade i cocacole i chleb tostowy bo normalnie to tego niem raczej, papieru hindusi nie urzywaja a lewej reki;)
nasza wyprawa zmienila nieco charakter, osiedlismi w waranasi na kilka dni w hoteliku takim, ha gdzie ciepla woda z kranu leci \, a nawet z prysznica:)i kafelki na scianach sa:)i jaszczurki na suficie
no ale najwazniejsze ze mamy szczescie wielkie bo trafilismy na swieto- urodziny SZIWY! co znaczy ze dzis wlasnie wszyscy pija bang-lasi czyli koktajl bananowy z trawa:) wszyscy wszyscy mali duzi,cale rodziny, biali czarni, swieci, nietykalni i tykalni:]
o 6 rano po ulicy przemaszerowali swieci mezowie- sadu i biale baby czyli tez swieci mezowie, ale mniej wtajemniczeni. najpierw przeszla orkiestra wygrywajaca szalona melodie- niestety nie moge sciagnac nic z dyktafonu bo sterownikow brak:( a za nia w sznureczku za raczke sie trzymajac biale baby- ciut mniej swieci mezowie, ale juz swieci- naguscy, ciemni hindusi wytarzani w bialej sadzy z golymi tylkami:)- fotki beda na blogu sprawdzic warto, niestety filmikow nei da rady bo strasznie dluuuugo sie sciagaja. wiec cala brygada nagich bialaych bab maszerowala przez ulice wykszykujac rozne takie i cieszac sie jak dzieci. porzadku pilnowali kolejkowi, ktorzy czasem dali jakiemus nieswornemu babie po glowie. pomaszerowali w strone zlotej swiatyni i tam pewnie jeszcze wiecej bang lasi sie napili.
w calym miescie pelo ludzi, ciagle piegrzymi naplywaja, pociagi zapchane....
no a poza tym to plywamy sobie lodka po gangesie swietej rzece, pelnej ludzkich prochow (a jak kogos nie stac na spalenie to i cali ludzie tam plywaja, z kamykiem u szyi) brzmi okrutnie... ale tak to jest tu wlasnie i nikt nawet nie placze bo jak placze to dusza zmarlego sie nie uwolni i nie zrobi kroku dalej, blizej boga. z dachu naszego hoteliku, na ktorym co rano wcinamy sniadanko - poridge with banana and honey, z jadnej strony jest widok na swiety ganges i elektryczna spalarnie zwlok dla ubogich- poniewaz bogatsi spalani sa na drewnianych stosach, ich stac by zaplacic kilka tysiecy 'rupieci' za 900 kilo drewna potrzebnych do spalenia jednego ciala- a z drugiej na ulice. i tak to zycie ze smiercia sie styka , a dzieli ich ulica, bo jak z jednej strony idzie orszak weselny to z drugiej widac kondukt pogrzebowy i kolejne ciala czekaja do kremacji. jest tak jak mowil czmyku <podczas gdy bedziesz pic swoje ulubione kapuczino w kawiarence z widokiem na ganges tuz obok bedzie plonelo ognisko z czyimis zwlokami>
ach to waranasi duzo by o nim pisac a jestesmy tu zaledwie od dwoch dni. Trudno sie wraca teraz do tego co bylo wczesniej bo to jakby miesiac temu sie wydazylo, ale jest jedna rzecz, ktora nas niezle zaskoczyla-POGODA od 9 zimno i pada!!! az do kilku dni temu, tak wiec te nasze cieple ciuchy, ktore mialy do domu byc wyslane, sie przydaly, nawet spiworki...
zegnam was na tym wiec juz teraz, wiecej mapisze jest o czym ale juz dosc kompa mam, no i idziemy swietowac:]
pozdrawiam przeserdecznie z nad gangesu!!!!!
Monika
Monika

No comments:
Post a Comment