Ahoj,
wczoraj ok 1300 przybylismy doKalkuty Pocigiem z Varanasi.
Zdecydowalismy sie ostatecznie ominac Body Gaya (miejsce oswiecenia
Buddy) ze wzgledu na stan zdrowotny 50 % ekipy. W kazdym badz razie
dosc szybko wyladowalismy w hotelu, przewiezieni taksowka omijajaca
najwieksze na swiecie kratery w asfalcie. reszte dnia poswiecilem na
kuracje w hotelowym lozu.
dzisiaj wyszlismy ziwdzac ta prawdzowa kalkute. i jakos tak na
poczatku trafilismy w dzilnice ekskluzywnych klimatyzowanyc zachodnich
sklepow typu batta, ktore dosc kontrastowo komponuja sie z wyzszymi
partiami kamienic. ale o kontrast w Indiach nie trudno... potem pola
krykietowe, parki i ogrody. Te interesujace ogrody jedna pozamykane od
kilku lat, i niby nawet sam oddzwierny nie wie dlaczego i jak dlugo
jeszcze beda zamkniete. dlatego jesli wyruszasz w podroz z
przewodnikiem Lonley Planet w Kalkucie wez poprawke na to ze wiedzo on
po nieciekawych miejscach a u celu znajdziesz zamknieta brame. tak
wygladal nasz przedpoldzien. dalej zobaczylismy jedna ze swiatyn,
gdzie na czolach pan wycisnal nam trzecie oko na czole pomaranczowa
farbka i ubrudzilismy sobie stopy od chodzenia bez laczy po swietej
posadzce. Dla mnie w sumie ciekawsza byla przejazdzka tramwajem i
autobusem, i to w sekcji "for ladies" oraz opcja pokopania sobie
fus-balem z miescowymi na ulicy miedzy rikszami, kokosami i straganami
pelnymi w swiete obrazki. W srod tych brazkow latwo znalezc
ciepriacego Jezusa albo Matke Terese co bylo dotad niespotykane. Z
reszta o Matke Terese nie trudno wizerunki jej sa wszechobecnie,
podobnie wielu tu biednych ludzi. Mysle tez ze wyjasnilo mi sie
dlaczego zajmowala sie ona "the poorest of the poor". Znaczy bieda ma
tu wiele twarzy, abstrachujac od faktu ze wszycy sa biedni, jedni
zasluguja tu na wieksza opieke niz inni. trzeba jednak sobie
uzmyslowic to ze polska bieda nie rowna sie tutejszej...
ogolne wrazenie jakie robi kalkuta jest inne od wizerunku jaki mialem
w glowie przed przyjazdem. Miasto wydaje sie byc bogladsze i lepiej
zorganizowane niz bombaj czy varanasi.
pozdrawiam cieplo
Radomir
Subscribe to:
Post Comments (Atom)

No comments:
Post a Comment